o literaturze współczesnej XX i XXI wieku
tybetwatch


Subskrypcja
blog.literacki
(nowe teksty)

Twój email

dodaj usuń


----------------
Zaprenumeruj poprzez:


Add to Technorati Favorites

Add to Google

Add to My Yahoo!





Blog > Komentarze do wpisu
Tam, gdzie ludzie są mili...

O emigracji

... i nie tylko. Rozmowa z Martą Zaraska, autorką książki "Zawieszeni".


Marta Zaraska,
fot. © Sławomir Zych
(dzięki uprzejmości
autorki książki)




 Artur Kowalczyk: Czujesz się zawieszona?

Marta Zaraska: Teraz tak. Nie mam w tej chwili żadnego domu... Nie mamy już domu w Kanadzie, w Polsce też już nie - w tej chwili mieszkamy przez chwilę u naszej rodziny - a za chwilę jedziemy do Francji.

Na ile losy bohaterów w Twojej książce, ich uczucia, wypływają z Twoich doświadczeń?

Losy mojej bohaterki są inne niż moje, choć oczywiście w jakiejś części nie są mi zupełnie obce. Pisząc książkę trochę przecież korzystamy z własnych doświadczeń. Nie wymyślamy wszystkiego od zera. Starłam się stworzyć bohaterkę, która przeżywa sytuacje, które mogą przytrafić się prawdziwym emigrantom. Taką trudną sytuacją jest stosunek rodziców Ewy do jej wyjazdu, mają do niej pretensje, że ich opuszcza. Ja na szczęście nie przeżyłam takich trudności - moi rodzice zawsze popierali moje decyzje. Ale słyszałam o wielu takich sytuacjach - rodzice tych osób odczuwali nawet pewien rodzaj zdrady, bo przecież potrzebują dzieci tu na miejscu. To zresztą jest zrozumiale, żaden rodzic nie chce, żeby jego dziecko odwiedzało go zaledwie raz czy dwa razy do roku.

Ile czasu zajęło Ci napisanie tej książki?

To bardzo trudne pytanie, bo nie siedziałam i nie pisałam jej cały czas, chociaż i takie dni bywały. Czasami pracowałam na pełny etat, co uniemożliwiało intensywną pracę nad książką. W sumie to były dwa lata. Czytam mnóstwo książek, wtedy m.in. o emigracji, socjologicznych, psychologicznych o różnicach kulturowych, i w tym kontekście o Europejczykach i Amerykanach.

Miałaś od razu pełną wizję książki czy rzeczy, a raczej akcja, sama się toczyła?

Myślę, że i jedno i drugie. Miałam pewną wizję książki, ale ulegała ona zmianie w trakcie pisania. Bohaterowie czasami protestowali i nie chcieli robić tego, o czym pierwotnie myślałam. Nie, to nie, nie będę ich zmuszać (śmiech).

Mieszkając w Kanadzie przyglądałaś się polskiej emigracji od wewnątrz?

I tak, i nie. Nie brałam udziału w pracach organizacji polonijnych, gazetkach, uroczystościach, itd., chociaż wiem, że w Calgary, gdzie ostatnio mieszkałam, tego typu działalność istnieje. Ale mam do czynienia z emigracją, bo wielu moich przyjaciół to emigranci z Polski.

Co Cię uderzyło w emigracji, jak wiesz mamy teraz największą falą emigracji w dziejach Polski.

Emigracja do Kanady jest trochę nietypowa. Wyjeżdża tam mniej osób, chociażby ze względu na odległość i istniejące jeszcze wizy. Znacznie więcej Polaków wybiera kraje europejskie, szczególnie Irlandię i Wielką Brytanię. Do Kanady jadą osoby, które właściwie liczą się z tym, że wyjeżdżają na stałe. Nie spotkałam w Kanadzie Polaka, który chciałby trochę tam popracować i za jakiś czas wrócić do Polski, co jest raczej jest typowe w przypadku wyjazdu do choćby wspomnianej już Irlandii. Samo zmierzenie się z różnicami kulturowymi wymaga ogromnej pracy i czasu - już choćby z tego powodu pokonanie oceanu tylko po to, by zatrzymać się tam na krótko, nie ma właściwie sensu. Te różnice objawiają się w wielu codziennych sytuacjach. Pamiętam jak pewnego razu w naszej skrzynce pocztowej pojawił się klucz. Klucz był zwykły, ale ponieważ doszedł bez słowa wyjaśnienia zaczęliśmy doszukiwać się coraz to bardziej niesamowitych wyjaśnień. Uruchamiając wyobraźnię, można było uznać to za początek wielkiej przygody, może nawet czegoś w rodzaju thrillera. W końcu okazało się, że jest to po prostu klucz do kolejnej (!) skrzynki pocztowej, tym razem przeznaczonej dla większych paczek.

Jak przebiega aklimatyzacja emigrantów?

Każdy przeżywa rozstanie, emigrację inaczej, ale zauważyłam, że kobiety znoszą to gorzej. Mężczyźni chyba mniej tęsknią, stosunkowo lepiej znoszą rozstanie z rodziną. Jedna z moich znajomych powiedziała mi nawet, że przez pierwsze 5 lat "wyła" z powodu rozstania. Kobiety częściej niż mężczyźni wracają do domu. Znam także sytuacje, w których kobieta postanawiała jednak wracać do kraju, ze świadomością, że mąż w Kanadzie jeszcze przez jakiś czas pozostanie.

Tęskni się za wieloma rzeczami, ale taką najczęściej wymienianą tęsknotą jest jedzenie. Właściwie na każdym spotkaniu w gronie Polaków, można usłyszeć "jakie to wspaniałe truskawki są w Polsce, ziemniaki" Zresztą ja też mam takie doświadczenia. Po powrocie z Polski do Kanady smarowałam chleb masłem i nagle się rozpłakałam. Mój mąż zapytał mnie co się stało, a ja mu odpowiedziałam, że to masło jest po prostu "niemaślane". Do tej pory śmiejemy się z tego niemaślanego masła. Takich sytuacji jest dużo. Tym bardziej, że to jest tylko pewien symptom większego zjawiska - szoku kulturowego.

Emigranci przez kilka etapów takiego szoku. Na początku jest etap turysty, kiedy to wszystkim się zachwycamy, jesteśmy podekscytowani. Po mniej więcej miesiącu następuje załamanie i postrzeganie wszystkiego w czarnych barwach - to właśnie wtedy mamy niemaślane masło. Wtedy też zaczynają się problemy ze zdrowiem - przeziębienia, ogólny spadek formy. I tu są dwie drogi; można się zatrzymać na tym trudnym etapie, albo zacząć się mimo wszystko przyzwyczajać do nowych sytuacji. Co ciekawe, gdy po kilku latach taka osoba wraca do Polski, to pomimo tego, że wraca do swojego kraju, także przeżywa pewien szok kulturowy, co jest dość zaskakujące. Zwłaszcza dla bliskich emigranta, którzy czasem nie rozumieją że moźna czuć się obco "w domu".

Jakie rzeczy najbardziej cię szokowały czy dziwiły w Kanadzie?

Choćby stosunek Kanadyjczyków do czasu. Pewien socjolog sformułował tezę, że każda kultura posiada siedem głębokich wartości, m.in. stosunek do przyrody, do historii, do ludzi itd. W Kanadzie rozmawiając o II wojnie światowej, czyli czymś bardzo ważnym dla Europejczyków, można usłyszeć pytanie "po co w ogóle o tym myślisz, trzeba iść do przodu, a nie grzebać w starych śmieciach". A przecież dla nas, to jest bardzo ważne doświadczenie. Ze starych błędów chcemy wysnuć wnioski na przyszłość. Przeszłość nie jest tam taka ważna, liczy się teraźniejszość i przyszłość.

Drugą rzeczą, która może być zaskakująca jest stosunek do ludzi. W Kanadzie i Ameryce mówi się, że Europejczycy są jak kokosy - trudno się z nimi zaprzyjaźnić, ale gdy przebije się już tę skorupę, to możemy stać się prawdziwymi przyjaciółmi. Za to Amerykanie są jak brzoskwinie - bardzo miękcy na zewnątrz, łatwo się z nimi zaprzyjaźnić, ale trudno dotrzeć do ich prawdziwego środka.

W Ameryce ma się przyjaciół od wszystkiego: od tenisa, od golfa, od chodzenia na ryby. Ciekawe jest to, że oni nie mieszają tych przyjaciół. Z przyjacielem od gry w golfa nie chodzi się na ryby, itd. Czyli znajomi od różnych rzeczy. To wynika z innego spojrzenia na świat i nie można tego wartościować. Po prostu jest inaczej, co może początkowo sprawiać trudności podczas adaptacji w nowej kulturze.

Czy Kanada jest bardziej europejska czy bardziej amerykańska jeśli chodzi o tę socjalną stronę życia? Czy jeśli Ci się coś nie uda można liczyć na system?

Kanada różni się od Ameryki, jest "nieco bliżej" Europy, jest bardziej socjalna - na przykład służba zdrowia jest całkowicie darmowa. Kanada jest jednym z nielicznych krajów na świecieobok Korei Płn., Kuby i Dżibuti gdzie istnieje monopol publicznej służby zdrowia.

I to działa?

Kiepsko. Co prawda wszystko jest za darmo, ale trzeba długo na wszystko czekać, na badania, na wizytę u specjalisty Są więc dobre i złe strony. Z kolei w gospodarce jest znacznie więcej liberalizmu niż w Europie - o wiele łatwiej założyć małą firmę, jest niewielka biurokracja. Ogólnie z urzędami ma się bardzo mało do czynienia.

Co byś przeniosła z Kanady do Polski?

Przede wszystkim brak agresywności u ludzi. Wszyscy są tam wobec siebie mili. Niewyobrażalna jest na przykład sytuacja, kiedy potrącasz kogoś na ulicy i wychodzi z tego pyskówka. To jest niemożliwe. To różni zresztą Amerykanów i Kanadyjczyków. W Stanach na ulicach można taką sytuację sobie wyobrazić.

Jak myślisz z czego to wynika?

Być może to skutek pewnego wychowania. Moźe tego źe pionierzy którzy kolonizowali Kanadę musieli współpracować ze sobą w walce z dziką przyrodą i surowym klimatem. To charakterystyczne, że nastolatki zawsze mówią "dzień dobry Pani", przepuszczają cię w drzwiach, przepraszają, gdy Cię potrącą, i dotyczy to także, powiedzmy "dziwnie ubranych" chłopców.

Brak takiej codziennej agresji, daje poczucie spokoju i komfortu psychicznego. Pozwala się zrelaksować.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się także na stronach Wydawnictwa MUZA.

 

 

wtorek, 27 listopada 2007, blog.literacki

Polecane wpisy

  • Londyn nie jest multikulti

    Rozmowa z Helen Oyeyemi, autorką książki "Mała Ikar" Helen Oyeyemi w warszawskiej siedzibie British Council, photo: Artur Kowalczyk blog.literacki To

  • Sarkozy, jak go rozgryźć?

    Rozmowa z Catherine Nay, autorką książki "Sarkozy. Pragnienie władzy". Catherine Nay (z prawej) w redakcji "Gazety Wyborczej" - 9.07.2007, p

  • Księżniczka deptaku

    Kobieta świata Historia jaką spisała Marta Sztokfisz w książce „Księżniczka deptaku” jest nieprawdopodobna i początkowo trudno w nią uwierzyć. Jedna

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: