o literaturze współczesnej XX i XXI wieku
tybetwatch


Subskrypcja
blog.literacki
(nowe teksty)

Twój email

dodaj usuń


----------------
Zaprenumeruj poprzez:


Add to Technorati Favorites

Add to Google

Add to My Yahoo!





poniedziałek, 18 grudnia 2006
Jaka książka pod choinkę?

Co podarować znajomym?

Wybrałem 5 książek, które z czystym sumieniem można podarować na Gwiazdkę rodzinie i przyjaciołom – gdyby opuściły nas siły podczas szperania w księgarniach. Wszystkie te książki są ciekawe, nie porażają kalectwem językowym, nie epatują głupstwami i przyjemnie się je czyta, choć poruszają ważne dla zwykłego człowieka problemy. Nie są to też powieści w typie, dajmy na to, Burroughsa – ostatecznie jakoś nie wypada sprezentować mamie na Boże Narodzenie „Nagiego lunchu”.

***********************
PAUL AUSTER
SZALEŃSTWA BROOKLYNU

The Brooklyn Follies
***********************

To historia o zdumiewających przypadkach, które rzeczywiście mogły się przytrafić kilku mieszkańcom Brooklynu.

Narratorem jest emerytowany agent ubezpieczeniowy, który chcąc w spokoju dożyć swych dni przeprowadza się do tej starej dzielnicy Nowego Jorku. Ku swemu zdziwieniu wplątuje się w sytuacje, które z pozoru wydają się całkowicie normalne, ale w rzeczywistości – dzięki przypadkowym połączeniom z osobami nie do końca wiodącymi zwyczajny żywot (ale i członkami własnej rodziny) – wymagają od bohatera wykrzesania z siebie na nowo energii życiowej i podejmowania ważnych dla siebie i innych decyzji.

Rebis
przekład: Jerzy Kozłowski



Gdzie kupić:

Rebis / 35 zł
Wysyłkowa / 35,20 zł
Gandalf / 31,05 zł
Merlin / 36 zł
InBook / 31,99 zł

********************
JAKOB ARJOUNI

IDIOCI

Idioten. Fünf Märchen.
********************

Książka jest zbiorem pięciu świetnych opowiadań. Wszystkie historie dzieją się współcześnie i wszystkie łączy niezwykłe zakończenie. Bohaterów – w każdym tekście innych – odwiedza wróżka (to nie jest fantasy!). Jej zadaniem jest spełnianie ludzkich życzeń. Problem w tym, że ludzie sami nie zdają sobie sprawy ze skomplikowania własnego życia. Ich życzenia zostają spełnione – tak skonstruowany jest świat -, choć w zupełnie inny sposób niż można to sobie początkowo wyobrażać. Cóż, uwaga na świąteczne życzenia i noworoczne postanowienia!


PIW
Przekład: Barbara Niedźwiecka



Gdzie kupić:

PIW / 17,25 zł
Wysyłkowa / 22,20 zł
Gandalf / 19,62 zł
Merlin / 21,50 zł
InBook / 20,99 zł

************
MONIKA ALI

BRICK LANE

Brick Lane
************

To ważna książka z kilku powodów. Pokazuje zderzenie kultur na poziomie zwykłego człowieka, opór przed nieznanym, jałowość życia pozbawionego nowych doznań. Niby to taka „powieść rodzinna” o imigrantach z Bangladeszu mieszkających w Londynie, ale w rzeczywistości to obraz społeczeństwa, rodziny w krajach biednych, oraz zmian jakim poddawani są ludzie przybywający z kultur nieliberalnych do Europy.

Niezwykły jest portret głównej bohaterki namalowany przez autorkę powieści. Przemiana jak się dokonuje w psychice tej wymyślonej kobiety jest szalenie interesująca i pobudzająca do myślenia nas, Europejczyków.

W przyszłym roku do kin wejdzie film zrobiony na podstawie książki „Brick Lane”. Podczas kręcenia zdjęć w rejonie ulicy Brick Lane dochodziło do protestów mieszkańców pochodzących z Bangladeszu.

Powieść ta jest literackim debiutem Moniki Ali.


Zysk
Przekład: Tomasz Bieroń



Gdzie kupić:

Zysk / 35,90 zł
Gandalf / 30,70 zł
Wysyłkowa / 30,70 zł
Merlin / 33,50 zł
InBook / 31,99 zł

*******************************
HARUKI MURAKAMI
WSZYSTKIE BOŻE DZIECI TAŃCZĄ

Kami-no kodomotachi-wa mina odoru
*******************************

Murakami ma w Polsce rzesze wiernych czytelników. I słusznie. Jego proza jest może nieco rozwlekła, ale autor buduje fantastyczną atmosferę, do której wciąż chce się wracać.


„Wszystkie boże dzieci...” jest książką trochę inną od tych, które się u nas do tej pory ukazały. Jest to zbiór krótkich, nie połączonych ze sobą (?) opowiadań. Każde z nich jest niezwykle piękne – Murakami jest mistrzem w tworzeniu wspaniałych obrazów w wyobraźni czytelnika; nie jest przy tym kiczowaty. Każda z historii jest także na swój sposób niezwykła. W jednym starszy pan ma ciągłą potrzebę rozpalania ognisk na plaży, w innym świat zostaje uratowany przez wielką żabę, choć do końca nie wiadomo czy nie były to przypadkiem zwidy jednego z urzędników. Jednym zdaniem: bardzo dobra, wciągająca rozrywka!

Muza
Przekład: (z japońskiego)
Anna Zielińska-Elliott



Gdzie kupić:

Muza / 19,90 zł
Gandalf / 16,95 zł
Wysyłkowa / 22,10 zł
Merlin / 18,50 zł
InBook / 16,99 zł

*******************************
NEIL GAIMAN
RZECZY ULOTNE

Fragile Things.
Short Fictions and Wonders.
*******************************

Neil Gaiman jest powszechnie znany ze swej niezwykle bujnej wyobraźni. Efekty tej wyobraźni można porównać tylko do barokowych utworów tworzonych przez Angelę Carter, choć bez takiej kumulacji seksu i śmierci.

Zasłynął wieloma książkami i komiksami, ale jego największe osiągnięcie to prawdopodobnie „Amerykańscy bogowie” - niezwykle realistyczna mieszanka fantasy i „naszych” realiów.

„Rzeczy ulotne” są równie piękne w czytaniu jak „Amerykańscy bogowie”. Jednak tym razem jest to zbiór opowiadań – eksperymentów mieszających gatunki i czasy.


MAG
Przekład: Paulina Braitner



Gdzie kupić:

MAG / 25 zł
Gandalf / 25,57 zł
Wysyłkowa / 25,70 zł
Merlin / 26,60 zł
InBook / 26,99 zł



środa, 06 grudnia 2006
Prawda nas wyzwoli?

Inność w cenie

Najbardziej skandaliczne jest powiedzenie prawdy. Pokazanie rzeczywistości oczami zwykłego człowieka, bez eufemizmów i ezopowego języka może spowodować niesłychane konsekwencje. Skandalizujący artyści wywołują w swoich społecznościach szok w sposób oczywiście zamierzony. Zawsze spotykają się z potępieniem. Najbardziej zaciekłe ataki wywołują jednak twórcy naprawdę dobrej sztuki, którzy dodatkowo żyją w sposób nie do zaakceptowania dla przeciętnego obywatela.






Skojarzenia w Sieci:


Burroughs (pl.)
Burroughs (ang.)
Arenas (hiszp.)
Marihuana i inne (pl.)
Bitnicy (pl.)


Burroughs jako jeden z pierwszych pisarzy eksperymentował z tak wielką ilością środków odurzających. Narkotyzował się najróżniejszymi substancjami – opium, heroiną, morfiną, kodeiną, Demerolem, Metadonem, haszyszem, meskaliną, marihuaną, amfetaminą, kokainą, barbituranami i oczywiście alkoholem. Co ważniejsze, wychodził z tych eksperymentów mniej więcej cały, choć z całą pewnością doświadczenia głodu, upodlenia oraz świadomość balansowania na granicy życia i śmierci, utwierdzały go w przekonaniu o spisku elit politycznych i rodzącej się rewolucji społecznej. Z tych neurotycznych doświadczeń powstawały niezwykłe dzieła literackie. Najgłośniejszym przykładem jest „Nagi lunch”, przeniesiony zresztą na ekran w 1991 roku.


Granice obsceniczności

Powieść została wydana w 1959 roku przez francuskiego wydawcę Olympia Press. Powstawała głównie podczas pobytu Burroughsa w Tangerze, w Afryce Północnej. Po II Wojnie Światowej, aż do odzyskania 1956 roku niepodległości przez Maroko, Tanger pozostawał pod międzynarodowym zarządem Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Taki nietypowy status miasta właściwie wykluczał typowe działania sił porządkowych, co z kolei przyciągało typów spod ciemnej gwiazdy z wielu krajów świata. Szpiedzy, przemytnicy, piraci, awanturnicy, drobne cwaniaczki, z drugiej strony dyplomaci, arystokracja, pisarze, artyści. W Tangerze można było zupełnie bezkarnie oddawać się różnym przyjemnościom, całkowicie nielegalnym w innych częściach świata. Dwie najważniejsze, to oczywiście narkotyki i seks, szczególnie z nieletnimi i szczególnie z chłopcami. Burroughs zafascynowany seksem i przemocą z obu tych przyjemności korzystał, co widać m.in. w „Nagim lunchu”.

Książkę tą trudno nazwać powieścią. Właściwie jest to eksperyment literacki, ciąg dziwacznych scen, obrazków pederastii, narkomanii, opisu delirium narkomana. W tych obrazach, historiach pokazuje Burroughs m.in. zniewolenie człowieka. Autor kontestuje układ społeczny, a szczególnie system rządów. Wiecznie naćpany zaczął roztaczać wizje spiskowej teorii władzy. Politycy i policjanci pilnowali według niego nie tyle porządku demokratycznego, ile ludu, który rwał się jakoby do bliżej nieokreślonego wyzwolenia spod tyranii politycznych ciemiężycieli. Te poglądy – szczególnie o negatywnej roli stróżów prawa – to fatalne doświadczenia, jakie wyniósł Burroughs ze spotkań z przedstawicielami prawa, głównie policjantami, z różnych zresztą krajów.

Dosadność i obsceniczność „Nagiego lunchu” nie mogła jednak pozostać niezauważona. Książka wywołała skandal obyczajowy w purytańskich Stanach Zjednoczonych. Stała się ostatnim w USA dziełem literackim zakwestionowanym i uznanym za twór obsceniczny. Na przełomie lat 50 i 60 amerykańscy celnicy wielokrotnie konfiskowali egzemplarze powieści. Władze nie zgadzały się na jej kolportowanie i w końcu wytoczono Burroughsowi dwa procesy. Powieść uznano w 1965 roku za obsceniczną, a sędzia nazwał ją bezwartościowym śmieciem napisanym w dodatku przez człowieka nienormalnego. W dalszej kolejności sprawą zajął się Sąd Najwyższy stanu Massachusetts. Sędziowie nazwali „Nagi lunch” utworem skrajnie obraźliwym, ale nie uznali książki za całkowicie bezwartościową. Ostatecznie powieść dopuszczono do sprzedaży na terenie stanu, ale nie wolno jej było reklamować jako książki kontrowersyjnej obyczajowo (sic!).

Sam Burroughs uznał proces za farsę i odmówił w nim udziału.

– Obrona usiłowała pokazać, że „nagi lunch” ma znaczenie społeczne, a to wydaje mi się kompletnie chybione i nie ma nic wspólnego z podstawową kwestią prawa do cenzury w ogóle, prawa rządu do cenzurowania czegokolwiek.



System do remontu,
naród w likwidacji


Burroughs próbował zwrócić uwagę opinii publicznej na zjawiska, które uważał za bardzo ważne dla kultury i cywilizacji. Kwestionował istnienie cenzury pod jakąkolwiek postacią. Przekonywał, że obrazy i słowa kontrolują media. Środki przekazu zniechęcają odbiorców do dokonywania odkryć w zakresie komunikacji. Odkrycia te mogą zatrzymać proces kontroli myśli, który jakoby funduje nam establishment. Miał na myśli m.in. przekaz sylabiczny – używamy liter zamiast obrazków. Gdyby używać hieroglifów pozbylibyśmy się automatycznych reakcji na czytane słowo.

Starał się także przekonać odbiorców do zatrzymania maszyny produkującej pieniądze. Twierdził, że maszyna ta, – czyli system, w którym żyjemy – pożera młodość, piękno, aspiracje, a wydala pieniądze. Problem w tym, że maszyna oszalała i pożera już ogromne ilości dobra sprawiając, że pieniądz jest coraz mniej wart. Burroughs mówi po prostu, że rozmieniamy się na drobne, zamiast dokonywać codziennie intelektualnego wysiłku, tworzenia rzeczy pięknych, idziemy na skróty i zadowalamy się byle czym. Warto w tym miejscu wspomnieć, że dziadek Burroughsa – również William Burroughs udoskonalił bankową maszynę liczącą, sprawiając, że rodzina Burroughsów dość dobrze radziła sobie w systemie, a banki jeszcze szybciej przeliczały zarobione przez siebie pieniądze.

Burroughs wyprowadzał swoje twierdzenia, dotyczące roli władzy i porządku społecznego, z jakiegoś nadrzędnego przekonania o potrzebie likwidacji instytucji rodziny (sam miał syna) i w konsekwencji zaprzestania dzielenia ludzi na świecie na poszczególne narody. Większość zła miała być wynikiem przyszywania każdemu człowiekowi łaty narodowości, co umożliwiało rządzącym różne manipulacje oraz ustanawianie praw „w obronie” danego narodu.



Przypadek Kuby

Przekonania społeczne Burroughsa z pewnością były wynikiem jego niekonwencjonalnego stylu życia i zbierania życiowych doświadczeń w sposób, na który niemal nikt nie chciałby się zgodzić. Równie skrajnym przypadkiem był Reinaldo Arenas, który miał nieszczęście żyć na Kubie za czasów Fidela Castro.

Burroughs patrzył na świat za pośrednictwem narkotyków, Arenas zaś ogląda i komentuje rzeczywistość przez pryzmat swojego penisa. W całym swoim życiu Arenas doliczył się 5 tysięcy kochanków. Cabrera Infante – inny pisarz i uciekinier z wyspy – napisał, że Reinaldem „rządziła literatura, jako spalający wszystko ogień, pasywny seks i aktywna polityka”.

Najważniejszą książką Arenasa jest, napisana już po ucieczce z Kuby do USA, autobiografia „Zanim zapadnie noc”. Pisał ją szybko w obawie przed nadejściem śmierci (autor był chory na AIDS). Brutalnie odziera w niej Fidela Castro z cudownych mitów, jakie ciągle krążą na temat „wyzwoliciela” wyspy. Nikt Fidela nie chciał, Fidel nikogo nie wyzwolił i przede wszystkim prawie nikt mu nie wierzył.

Homoseksualizm Arenasa, jego styl życia i oczywiście pisarstwo były nie do zaakceptowania dla reżimu właśnie dlatego, że są na wskroś prawdziwe. Arenas ośmiesza samego Castro robiąc i opisując to, czego zabrania Fidel. Odziera swoje zachowanie z pięknego języka i dzięki tej dosadności, a raczej szczerości jest nieporównanie bardziej prawdziwy od zakłamanego przywódcy. Castro jawi się w niej jako zboczony na punkcie władzy idiota, wydający obłędne i niedorzeczne prawa. W kontekście seksualnym ośmieszani są także funkcjonariusze reżimu – hipokryci, robiący dokładanie to, za co innych pakują do potwornych więzień żywcem przeniesionych ze średniowiecza. A tropikalna wyspa chce po prostu żyć – ludzie chcą chodzić do kawiarni (których już nie ma), chcą się kochać na plaży (czego władza zabrania) i wybierać sobie kochanki i kochanków wedle życzenia i gustu (co też jest właściwie zabronione), chcą tworzyć piękno wokół siebie, w kulturze (co oczywiście jest nie do pomyślenia). Tropikalna Kuba jako obóz dla schizofreników. Typowy totalitarny reżim bojący się śmiechu i seksu.

W 1980 roku Fidel postanowił pozbyć się krzykaczy i nieco rozładować wyczuwalne społeczne napięcie. Umożliwił wyjazd z Kuby dużej liczbie mieszkańców. Wyemigrować mogli m.in. geje. Musieli wyrobić sobie na policji dokument stwierdzający, że są homoseksualistami – był egzamin (sic!). Oczywiście Castro wypuścił tylko tych, których chciał wypuścić. Mowy nie było, by z wyspy wyjechali odważni krytycy reżimu czy ludzie, którzy mogli dać wiarygodne świadectwo szaleństwa, jakie ogarnęło Kubę.

„Naprzeciwko mojego pokoju wisiały afisze z napisem: PEDAŁY WYNOCHA, NIECH WYNOSI SIĘ HOŁOTA. Nie marzyłem o niczym innym, ale jak miałem się wynieść?”

Arenasowi ostatecznie udało się wyjechać na skutek pewnego zbiegu okoliczności, braku łączności między kubańskimi służbami i dyskretnego przerobienia paszportu. Opuścił Kubę wśród 135 tys. innych szczęśliwców. Wielu z tych emigrantów było agentami, kryminalistami i chorymi psychicznie.



Prawdę kupiliśmy już wcześniej

Arenas był zaskoczony kapitalizmem i stosunkami społecznymi, jakie obowiązywały w USA. Drażniło go przede wszystkim infantylne podejście części amerykańskich i zachodnioeuropejskich elit do socjalizmu i Fidela Castro. Do tej pory zresztą – szczególnie europejska lewica – nie pozbyła się pseudointelektualnego podejścia do spraw socjalizmu i komunizmu. Z hiszpańskimi, włoskimi czy francuskimi wyznawcami lewej nogi osoba żyjąca w Europie Wschodniej czy właśnie na Kubie nie jest właściwie w stanie rozmawiać. Argument o zbyt szybkim upadku komunizmu w naszej części świata jest tak rozbrajający, że właściwie wyklucza jakąkolwiek dalszą dyskusję. Nieznośne jest jednak ignorowanie tekstów, jakie często z narażeniem życia napisali kubańscy pisarze. Opublikowana prawda o bestialstwie kubańskiego, zbrodniczego przecież, reżimu jest dostępna. Ciągle jednak widać, choćby obserwując żałosne manewry lewicowego rządu Hiszpanii premiera Zapatero wokół Fidela, że prawda nie jest wcale tym, co nas wyzwoli. Prawda ciągle pozostaje skandalem.

Korzystałem m.in. z „Literatury na świecie”
nr 3/1999 i 7-8/2005.

Tekst ukazał się drukiem w numerze 29/30 magazynu „A4” pod tytułem "Co tu się dzieje?".