o literaturze współczesnej XX i XXI wieku
tybetwatch


Subskrypcja
blog.literacki
(nowe teksty)

Twój email

dodaj usuń


----------------
Zaprenumeruj poprzez:


Add to Technorati Favorites

Add to Google

Add to My Yahoo!





sobota, 25 czerwca 2005
Świat pedofili i alfonsów

Barbie w burdelu

Pięć lat temu młodziutki J.T. LeRoy zadebiutował wstrząsającą książką „Sara”. Opisał w niej życie dziecka, chłopca wychowującego się wśród prostytutek. Jego przeznaczeniem było zostanie najlepszą prostytutką w okolicy.
 

Początkowo miał to być niemal dokument, autobiograficzny zapis przeżyć młodego LeRoya, ale ostatecznie powstała fikcja z osobistymi wątkami. Autor – wcześniej wychowywany w przesadnie religijnym środowisku, w wieku 15. lat miał już poważne problemy z narkotykami. Trafił do psychiatry, który zalecił mu opisanie tego, co przeżył (nasuwa się tu porównanie z Grahamem Greenem). W 2000 roku opublikował wreszcie „Sarę”.

Książka, choć napisana humorystycznie opowiada o poważnym problemie. Prostytucja i handel dziećmi nie w Sudanie, ale w kraju Zachodu. Już samo przebywanie młodego chłopca w środowisku dziwek, alfonsów i podejrzanych indywiduów – głównie byłych więźniów, a obecnie kierowców tirów, niewątpliwie jest skandalem. LeRoy idzie jednak dalej i opowiada właściwie o stosunkach pedofilskich. Szalony półświatek, w którego sprawach nikt nie chce się babrać. Nawet policjanci. Koniec końców obserwujemy, więc niewolnictwo w czystej postaci.

Jakby tego było mało, główny bohater postanawia zostać najlepszą prostytutką w okolicy. 12-letni chłopiec! Dzieci w tej książce nie widzą po prostu innego życia. To, w czym biorą udział jest normą, nie wynaturzeniem. Skala moralna wygląda inaczej wśród pedofili i sutenerów – rozróżnianie w takiej sytuacji dobra i zła jest dość karkołomnym zadaniem. Czytelnik cały czas jest konfrontowany z pytaniami „jak to możliwe?” i „dlaczego on to robi? Ja po prostu bym uciekł!”. To jednak z oczywistych powodów jest niemal niemożliwe. Na ulicę nie wychodzi się z własnej woli, choć w przypadku bohatera książki LeRoya takie można odnieść wrażenie. Chłopiec nie zna po prostu innego wzorca, choć czasami wyczuwa, że coś jest nie tak.

LeRoy wcale nie odpowiada na pytanie „jak to możliwe”, „dlaczego tak się dzieje”. Odpowiedzi go nie interesują. Po prostu tak się dzieje, a on daje tylko świadectwo. Nie ma odpowiedzi, na pytanie, co jest dobre, a co złe. Wszystko jest względne i niestabilne. Dlatego świat, który sportretował jest dla nas tak nieznośny. Bierność, ciche przyzwolenie społeczne i lokalne układy po raz kolejny okazują się być świetną glebą dla zdziczenia i wykorzystywania słabszych.



Skojarzenia w Sieci:

Polskie wydanie Sary (pl.)
Strona o autorze (ang.)
Wywiad z autorem (pl.)
Przygoda LeRoya z filmem (ang.)

Ostatnie wydanie polskie:
Prószyński i S-ka, 2004
Tłumaczenie książki: Michał Juszkiewicz

czwartek, 16 czerwca 2005
Nowy wspaniały świat

Nabici w butelkę

Jeszcze pod koniec lat 80. XX wieku wysuwano wobec tej książki prawne i społeczne argumenty. W USA próbowano nie dopuszczać w szkołach do jej czytania. W tym samym czasie, przy oburzeniu świata Zachodu, Iran skazał Salmana Rushdiego na śmierć za „Szatańskie wersety”, za co Wielka Brytania zerwała nawet z Teheranem stosunki dyplomatyczne.

Skojarzenia w Sieci:

Raj na Ziemi - Korea (pl.)
Raj nr 2 - Kuba (ang.)
Dyktator w Europie (ang.)
Kubańska opozycja (ang.)
Sumienie świata AI (pl.)


Ta satyra na społeczeństwo, napisana w 1932 roku przez Aldousa Huxleya wywołała falę ostrej krytyki skierowanej przeciwko książce i samemu pisarzowi. Książkę wielokrotnie cenzurowano lub usuwano z bibliotek. W Stanach Zjednoczonych, tej ojczyźnie wolności, wyrzucano z pracy nauczycieli, którzy ośmielili się dać ją do czytania swoim uczniom. Zarzucano i książce i autorowi obsceniczność, popularyzowanie narkotyków, fatalizm i niepożądany w społeczeństwie „styl życia”. Książka została w latach 30. XX wieku zakazana w Irlandii m.in. za pochwałę aktów seksualnych, choć nie ma w niej za grosz erotyki, o pornografii nie wspominając.

„Nowy wspaniały świat” naśmiewa się z naszego dążenia do szczęścia. Naśmiewa się, bo po pierwsze pojęcia nie mamy, co to znaczy mieć szczęście czy być szczęśliwym, a po drugie w społeczeństwie zawsze występuje równanie do poziomu rozumianego przez wszystkich, czyli przeciętnego. A więc szczęście byle jakie, za to dla wszystkich.

Choć stałym wątkiem książki jest dziwacznie pojmowane szczęście, Huxley opisuje w swojej antyutopii świat poukładany – takim, jakim chcieliby go widzieć nieco mniej bystrzy politycy. Najbardziej groteskowym opisem wspaniałości Republiki jest początkowa opowieść, o tym skąd się biorą ludzie. Biorą się z butelek – dawno już zarzucono koszmarny zwyczaj rodzenia dzieci. Zanim jednak technicy wybutlują dzieci, zostanie dokonana klasyfikacja embrionów. Do butelek dodadzą odpowiednią substancję np. alkohol, co spowoduje, że część dzieci będzie nie do końca sprawna intelektualnie. To z kolei jest przyczyną – celowo wznoszonych – podziałów na kasty, fundamentu nowego społeczeństwa.

Autor zabawia się w tekście z komunizmem i kapitalizmem. Nowa Republika to ich mieszanka. I jeden i drugi jest obśmiewany. Komunizm za swój śmieszny entuzjazm dla ochrony wszystkich, a w rzeczywistości za intelektualną podstępność, na którą dają się nabrać nawet ludzie o wysokiej inteligencji.
Kapitalizm z kolei za nieopanowany materializm, który jest niezwykle elastyczny, ale również kruchy i w sumie bardzo łatwy do obalenia. Oba wymyślone przez ludzi systemy wmawiają społeczeństwu szczęście i zawsze większość z mieszkańców daje się nabrać. Huxley mówi po prostu o braku potrzeby wolności. Ludzie wcale jej nie chcą. Wolności potrzebują tylko elity – intelektualne, kulturalne, liderzy społeczności.

Zdjęcie z serwisu bigfoto.com

Ostatnie wydanie polskie (wyd. 6.):
Wydawnictwo MUZA,Warszawa 2004
Tłumaczenie książki: Bogdan Baran

czwartek, 09 czerwca 2005
Sedno sprawy

Człowiek nad krawędzią

Samotność i niezrozumienie to plagi, z którymi powinniśmy walczyć wszyscy. Są jak rak zżerający kolejnych ludzi. Człowiek nie poradzi sobie z tym sam. Potrzebna jest wyciągnięta dłoń innych.

Bohater powołany do życia przez Grahama Greena chciałby przede wszystkim uratować świat. Nie cały glob, ale swój mały świat, ten, który go otacza, na który ma realny wpływ. Jest zastępcą komisarza policji i to w czasie wojny, więc jego możliwości pobudzania świata do działania w pozytywnym – według niego – kierunku, są znacznie większe niż zwykłego śmiertelnika. Problem jednak w tym, że Scobie, bo tak nazywa się ów bohater, tak doskonale zrozumiał niuanse relacji między władzami i mieszkańcami, kolonizatorami, a ludnością tubylczą, że jakakolwiek zmiana wymagałaby od niego uczenia się i rozpoznawania na nowo stosunków międzyludzkich. Jednocześnie Scobi nie musi toczyć walki o utrzymanie status quo, bo jak przystało na prawdziwe status quo, życie toczy utartymi już koleinami. Ten paradoks zżera policjanta. Toczy go obsesja na punkcie pomocy ludziom, ale nie jest zdolny psychicznie do przeprowadzenia jakichkolwiek zmian – nawet dotyczących własnego awansu. Trudno nie zauważyć w tym wątku naiwnej ideologii lewicowej, która niewątpliwie miała wpływ na Greena.

Ożywcza potrzeba zmian zostaje w końcu wymuszona. W zastygłym klimacie afrykańskiej prowincji doprowadza wręcz, do lawiny zmian, ale tylko u Scobiego.

Bohater, na swój sposób kochający nadal żonę, pragnie przede wszystkim jej szczęścia. Nieznośna myśl, jaka notorycznie go prześladuje, to niemożność wysłania żony w przyjemniejsze do mieszkania miejsce. Stan finansów nie pozwala jednak sfinansować tego marzenia. Scobie ulega, więc lokalnemu kupcowi – przemytnikowi, i pożycza od niego pieniądze. Naiwnie zastrzega nawet, że relacje między nimi pozostaną niezmiennie oficjalnie (policjant – kupiec). Niestety, jak zawsze wejście do gry żywej gotówki, zmienia nieodwołalnie reguły współżycia społecznego. Ta pożyczka, która na początku wydaje się całkiem dobrym posunięciem, rozpoczyna rozpad dotychczasowego życia Scobiego i jego żony, obejmuje też swym zasięgiem jego kochankę, kupca i służących.

W powieści jednym z ciekawszych, choć dziś nieco irytującym wątkiem jest katolicyzm Scobiego. Bohater zupełnie nie może się z nim uporać. Nie wie, czy obraża swego Boga czy jest hipokrytą. Żona Scobiego chcąc się zorientować w jego wierności, wykorzystuje w przemyślny sposób jego obowiązki wobec wiary, potęgując jeszcze bardziej depresję i desperację męża.

Greene jest niewątpliwie mistrzem w rysowaniu postaci psychologicznie rozbitych, niejasnych. Stawia czytelnikom trudne pytania o drugiego człowieka. Na końcu nie pokazuje rozwiązań dobrych, pokazuje rozwiązania możliwe, często tragiczne. Co jest, więc sednem sprawy?

Człowiek stojący nad krawędzią nie jest zdolny do rozsądnej kalkulacji i podejmowania sensownych decyzji. Znad krawędzi mogą nas odciągnąć tylko inni. Pod warunkiem jednak, że mamy tych innych.

Ostatnie wydanie polskie:
Mediasat / Kolekcja Gazety Wyborczej,

Tłumaczenie książki:
Jacek Woźniakowski

Henry Graham Greene

Był niezwykłym pisarzem morderczego XX stulecia. Miał niezwykłą umiejętność opisywania prostymi słowami skomplikowanych spraw międzyludzkich, dziejących się w ważnych momentach historii wielkich zbiorowości. Dla Greena zawsze najważniejsze było ukazanie postaw moralnych i życiowych wyborów bohaterów.

Urodził się w 1904 roku w Berkhamsted w Wielkiej Brytanii jako czwarty z sześciorga dzieci państwa Greenów. Jego ojciec był dyrektorem purytańskiej szkoły średniej. Jako dziecko Graham nie cierpiał sportu i często uciekał z lekcji wychowania fizycznego. Zaczytywał się wtedy w powieściach przygodowych, co wpłynęło w późniejszym okresie na jego styl pisarski. Nie mógł uciec jednak od szykan ze strony kolegów.

Fatalne doświadczenia w szkole doprowadziły go do kilku prób samobójczych. Ostatecznie w wieku 15. lat trafił do terapeuty, który, jako jedną z form terapii, zalecił mu opisywanie tego, co czuje i otaczającej go rzeczywistości.

Przez kilka lat studiował historię na Oxfordzie, ale rzucił uczelnię i zajął się pracą dla gazet. Wstąpił do partii komunistycznej, a pod wpływem swojej przyszłej żony przeszedł na katolicyzm. Po sukcesie pierwszej książki „The Man Within” wydanej w 1929 roku („Tchórz”, wyd. pol. 1962) postanowił zrezygnować z pracy i poświęcić się pisarstwu.

Materiały do powieści zbierał podróżując. Odwiedził wiele krajów w tym kolonie w Afryce. Podczas II Wojny Światowej pracował w Sierra Leone dla wywiadu brytyjskiego. Co prawda deklarował się jako pisarz niezależny, ale przyjaźnił się z Kimem Philbim – słynnym sowieckim szpiegiem w Wielkiej Brytanii, wchodził w kontakty z ludźmi Castro i Manuela Noriegi. Stał się krytykiem amerykańskiej polityki zagranicznej.

Sukcesy jego książek przełożyły się na sukces finansowy autora. Gdy nie podróżował, mieszkał w Londynie, Antibes lub na Capri. Częstymi gośćmi byli u niego tacy giganci jak T.S. Eliot, Ian Fleming, Noel Coward (aktor i kompozytor brytyjski).

Wydał kilkanaście powieści. Zmarł w 1991 roku w Szwajcarii.

Skojarzenia w Sieci:

Biografia (ang.)
Greene w Wietnamie (ang.)
The Guardian o pisarzu (ang.)
Filmografia (pl.)

 
1 , 2