o literaturze współczesnej XX i XXI wieku
tybetwatch


Subskrypcja
blog.literacki
(nowe teksty)

Twój email

dodaj usuń


----------------
Zaprenumeruj poprzez:


Add to Technorati Favorites

Add to Google

Add to My Yahoo!





sobota, 23 lipca 2005
Wierność w stereo

Ja 

Zamiast oglądać kolejny banalny serial po telewizyjnych „Wiadomościach”, warto przeczytać niewielką książeczkę Nicka Hornbiego. Choć „Wierność w stereo” doskonale nadaje się na letnią, szybką lekturę, to nie będzie obrazą dla naszej inteligencji.

Skojarzenia w Sieci:

W oryginale (ang.)
Strona autora (ang.)
O autorze po polsku
Hornby w pl.rec.ksiazki

Cytaty:

”Nawiasem mówiąc, damskie figi bardzo mnie rozczarowały, kiedy zacząłem mieszkać z kobietami. Przeżyłem prawdziwy szok (...), przekonawszy się, że kobiety robią dokładnie to samo, co my: wkładają najlepsze gacie tylko wtedy, kiedy wiedzą, że pójdą z kimś do łóżka.”

foto: www.bigfoto.com

„Wierność w stereo” Nicka Hornbiego to bezpretensjonalna opowieść o mężczyźnie, który nie chce dorosnąć. Nie manifestuje tym żadnych wzniosłych postaw, nie ma głębokich przemyśleń o sensie życia. Po prostu, chce korzystać z dobrodziejstw współczesności, nie mieć zbyt wielkich kłopotów i móc poświęcać większość czasu na rzeczy, które naprawdę go kręcą.

Robi – główny bohater, jest zaprzeczeniem wszystkich tych herosów, o których czytaliśmy w książkach „ważnych”. Nic nie buduje, nie ma ochoty walczyć, ma w nosie świat leżący poza Londynem. Zajmuje się wyłącznie swoimi sprawami i to tylko wtedy, gdy sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Mimo to, trudno Robiego nie lubić. Nie jest przecież draniem. Co najwyżej niewielkim hipokrytą. Hornby nafaszerował Robiego cechami, które my, na co dzień, chcemy nieco ukryć; pokazał, że nawet banalne potrzeby człowieka żyjącego w nowoczesnym społeczeństwie Europy są ważne dla niego samego i ich realizacja – wydająca się dla niektórych kompletną stratą czasu – nikomu nie szkodzi i nikogo nie powinna obchodzić. Postawa „płynięcia z prądem”, odwrotnie niż w książkach Houellebecq’a, nie jest napiętnowana.

Robi należy do pokolenia, które poprzedza nadchodzącą właśnie i-generację, czyli młodych ludzi korzystających z wszelkich współczesnych udogodnień – Internetu, braku granic w Europie, powszechności języka angielskiego, globalizacji. Nie myślą o sensie życia w kategoriach narodowości, państwa, wzniosłych, uniwersalnych idei. Są oczywiście naiwni i nie całkiem świadomi życia, jakie toczy się poza Europą i Ameryką. Nie przeżyli wojen, nie doświadczyli pokoleniowych traum. Za to świetnie poruszają się we współczesnym świecie, są kosmopolitami niejako z urodzenia. Czy to źle? Nie wiem. Byłoby jednak przykro, gdyby jakaś katastrofa odebrała nam samą możliwość takiego życia.


Wydania polskie:
ZYSK I S-KA, Warszawa 1996
Axel Springer, Warszawa 2005
Przekład: Jędrzej Polak

 

czwartek, 14 lipca 2005
Podróże z moją ciotką

Co znajdziesz
po drugiej stronie lustra?

„Podróże z moją ciotką” Grahama Greena to doskonała lektura na wakacje. Wojaże bohatera są interesującym zapisem odkrywania świata przez człowieka niemłodego. Jeszcze bardziej pociągające są podróże jego samego do wnętrza siebie, ze stale obecnym pytaniem w tle „czy przypadkiem nie zmarnowałem życia, nic o tym nie wiedząc?”.

Główny bohater, Henry Pulling przeżył swoje życie zawodowe wypełniając, jakże ważne, obowiązki urzędnika bankowego. Poznajemy go na pogrzebie matki. Pulling jest już na emeryturze. Wiedzie arcyspokojne i niezwykle uporządkowane życie pana w sile wieku. Czas wypełnia mu pielęgnacja dalii w przydomowym ogródku i lektura książek – od wielu lat tych samych.

To wprowadzenie Grahama Greena ma czytelnikowi dać wyobrażenie o całym życiu, jakie wiódł Pulling. Nudne, stateczne, bez ekscesów, samotnicze. Wprost obrzydliwie nijakie. Czytelnik nie może ani lubić ani nie lubić Pullinga – jego życie jak i on sam są takie, jakby ich w ogóle nie było! Sytuacja zmienia się podczas wspomnianego już pogrzebu. Henry poznaje swoją zapomnianą ciotkę Augustę – tajemniczą osobę, która tchnie nieco życia w nieprzytomnego z nudów Henrego.

Greene dokonał w „Podróżach...” konfrontacji postaw życiowych i stylu, w jakim przechodzi się przez życie. Pokazał w powieści dwa, wydawałoby się, całkowicie różne światy, które nie mają prawa nigdy się ze sobą spotkać. Splot wydarzeń – jak to zwykle bywa – sprawił, że światy te nie tyle zderzyły się ze sobą, ile dyskretnie musnęły. Dynamizm, nieprawdopodobna wręcz żywiołowość jednego z nich zadziałała w końcu jak wir i wciągnęła cały nieszczęsny świat Pullinga do wnętrza własnego uniwersum. Henry w zasadzie przeniósł się na inną planetę. Podobnie jak dziecko odkrywa nieznany i jakże ciekawy świat. Pełno w tym świecie niekonwencjonalnie myślących ludzi i dziwacznych osobników wykorzystujących innych. Ci wykorzystywani biorą w tym udział z własnej woli w imię uczuć, których istnienia Henry nawet nie podejrzewał.

Ta konfrontacja, dynamizm i rozbudzana z wolna potrzeba zmian nadają życiu Henrego nowy sens. Nie wiadomo czy zmiany „idą na lepsze” czy też „na gorsze”. Tego nie wiemy ani my, ani Henry. Zawsze jednak przejście na drugą stronę lustra przynosi skutki nieodwracalne. Tak jak poznanie ważnej informacji zmienia naszą świadomość i nie daje się cofnąć. Graham Greene pyta nas za pośrednictwem Pullinga: „tak chciałeś żyć? To jest właśnie to, czego oczekiwałeś od życia?”. Każda odpowiedź będzie niepoprawna. Liczy się tylko to, czy zdobyłeś się na przejście na drugą stronę lustra.

Ostatnie wydanie polskie:
Prószyński i S-ka, Warszawa 1994
Tłumaczenie książki: Zofia Kierszys



Skojarzenia w Sieci:

Graham Greene (pl.)
Film (pl.)
Książka w brajlu (pl.)
Podróże.pl (pl.)



czwartek, 07 lipca 2005
Droga do Indii

Gra pozorów 

Porozumienie Wschodu i Zachodu jak również Północy i Południa nie jest możliwe bez stworzenia pewnej neutralnej platformy, na której można się wzajemnie w sposób pokojowy podglądać. Jako ludzkość znamy trzy takie platformy: nieskrępowaną wymianę handlową i turystyczną, naukę i mass media. Pytanie czy wszyscy chcemy się dogadywać w spokoju? 

Skojarzenia w Sieci:

Indie oficjalnie (ang.)
Imperium (ang.)
Victorian History (ang.)
O Forsterze (ang.)

„Droga do Indii” Forstera to nie tylko obraz Indii i kolonialnej okupacji. To przede wszystkim swoisty traktat o rasizmie, ilustracja zderzenia kultur.

Dwie, całkowicie odmienne cywilizacje ścierają się w sferze obyczajów i praw na subkontynencie indyjskim. Jedna z nich – anglosaska, działa z pozycji siły, narzuca swoje prawa i próbuje realizować politykę własnego rządu oddalonego od Indii o tysiące kilometrów. Z kolei druga strona, mieszkańcy indyjskich państewek, muzułmanie, hindusi, dyskretnie tę władzę podkopuje. Gra jest subtelna, równowaga sił, a raczej status quo kruche i niepewne. Nie jest to klasyczna sytuacja znana nam w Europie, a szczególnie chyba w Polsce, w relacji okupant – społeczność podbita. W książce nie ma tej charakterystycznej krwawej brutalności, choć czytelnik nie ma wątpliwości, co by się stało, gdyby tubylcy chwycili jednak za broń.

Tarcia odbywają się głównie w sferze obyczajów i przyjmują groteskowe formy. Obie społeczności nie rozumieją się. To niezrozumienie wydaje się być totalne – i kluczowe w tej powieści. Anglicy wydają przyjęcie, na które zapraszają tubylców. Przyjęcie jest nim tylko z nazwy, ponieważ tubylcy nie wiedzą jak się zachować w tej dość dziwnej sytuacji, a Anglicy starają się celebrować obyczaje, które jak mniemają obowiązują w metropolii. Problem w tym, że Anglicy ci są tylko urzędnikami, są nieobyci intelektualnie, nie mają pojęcia o kulturze, która ich otacza, ba, nie mają wielkiego pojęcia o własnej kulturze. Za to rozpaczliwie pragną wspiąć się do wyższej klasy w swojej strukturze społecznej. Forster dokonał tu ciekawego odwrócenia systemu kast, z którego Indie słyną.

Zachód i Wschód nie mają żadnej platformy porozumienia. Przy tak wielkich różnicach w postrzeganiu świata, nawet opanowanie języka drugiej strony nie przybliża choćby o milimetr zrozumienia. Anglosasi wydają się być Hindusom sztywni, podstępni. Powieść niemal zaczyna się od słów „Czy można zaprzyjaźnić się z Anglikiem?”. Z kolei Anglicy nie mogą Hindusów rozgryźć – raz zachowują się wspaniałomyślnie, by w chwilę potem stać się nieprzyjemnymi w rozmowie. Anglików przeraża dynamika zmian wśród ludzi Wschodu. Nieporozumienia te powodują w końcu opaczną interpretację różnych wydarzeń. Rozwiązaniem, pewną podpowiedzią, w rozwikłaniu tej spirali nieporozumień wydaje się być nauczyciel, osoba stojąca na gruncie nauki, a nie przesądów.

Konflikty nie tworzą się tylko na linii Anglicy – tubylcy. Wewnątrz społeczności indyjskich także dochodzi do tarć, choćby pomiędzy muzułmanami i hindusami. Anglicy używają tu starego, sprawdzonego także na Polsce zwrotu, że „gdyby nie oni, to ci ludzie już dawno by się pozabijali; tubylcy nie potrafią się sami rządzić”. I dlatego rola Anglików jest tu tak pożądana i cenna, choćby tubylcy byli temu nieprzychylni. To „wyższa” cywilizacja zapewni im pokój.

”Droga...”, to chyba najsłynniejsza powieść Forstera. Z pewnością jest ponadczasowa. Zrozumienie innego człowieka i przez to innej cywilizacji jest zawsze sprawą pierwszej wagi. Konflikty w dużej mierze są skutkiem tępego patrzenia, a nie inteligentnego dostrzegania problemów, na co w jakiejś mierze dowodem są dzisiejsze tragiczne zdarzenia w Londynie.

Wybrane wydanie polskie:
Świat Książki,
Warszawa 2003, 2004
Przekład: Krystyna Tarnowska, Andrzej Konarek

 

 
1 , 2