o literaturze współczesnej XX i XXI wieku
tybetwatch


Subskrypcja
blog.literacki
(nowe teksty)

Twój email

dodaj usuń


----------------
Zaprenumeruj poprzez:


Add to Technorati Favorites

Add to Google

Add to My Yahoo!





piątek, 12 sierpnia 2005
Z pokorą i uniżeniem

Świat według Wschodu

Czy można sobie wyobrazić zatrudnienie wykwalifikowanego pracownika bez podania mu zakresu obowiązków i funkcji, jaką będzie pełnił? W Japonii jak najbardziej. Zabawnie zaczyna się robić, gdy tym pracownikiem ma być Europejka.

Skojarzenia w Sieci:

O autorce (pl.)
Bibliografia (pl.)
Japonia po polsku


Cytaty:

Jestem w permanentnej ciąży z moimi książkami, przez 365 dni w roku. Ledwie wydam na świat jedną, już chodzę w ciąży z następną. Cierpię na hiperpłodność twórczą...”

Fragment wypowiedzi autorki – całość na stronach Muzy.

foto: www.bigfoto.com

Enigmatyczne zderzenie kultur, o którym tyle się ostatnio mówi, jest w książce Amélie Nothomb „Z pokorą i uniżeniem” niemal namacalne. Nie tylko dla autorki, która opisuje po prostu swoje przeżycia w Kraju Kwitnącej Wiśni, ale także dla czytelnika. Obłędny mikroświat japońskiej korporacji jest tak niewiarygodnie absurdalny, że trudno uwierzyć, iż są to zdarzenia prawdziwe.

Przyznam szczerze, że miałem kłopot z tą książką. Podczas lektury budził się we mnie – nie wiem, jak to nazwać – zachodni duch walki o własną godność. Nie mogłem po prostu wytrzymać nerwowo, choćby wtedy, gdy autorka była zmuszna przepisywać w nieskończoność jakiś list lub gdy miała "przestać rozumieć jezyk japoński" (!). Jednak z drugiej strony doskonale wiedziałem, że to emocjonalne myślenie, to pułapka. Jasne jest przecież, że to jest właśnie, to słynne zderzenie kultur na poziomie zwykłego człowieka w dobie pokoju i współpracy. Rozdarcie, jakiemu każdy, kto czyta „Z pokorą...” jest poddawany, staje się w pewnym momencie wręcz nie do zniesienia.

Szalenie trudno było mi ustalić, gdzie przechodzi ta kulturowa granica dwóch światów, a gdzie mamy do czynienia ze zwykłym chamstwem i co gorsza, kompletnym idiotyzmem. Całkowitą irracjonalność sytuacji potęgowało jeszcze zachowanie personelu, kolegów świeżo zatrudnionej Europejki. Bardzo starałem się wypatrzyć granicę końca zdrowego rozsądku i móc stwierdzić „no, tu już kochana przesadziłaś, trzeba było trzasnąć albo drzwiami, albo własną ręką w szefa i wyjść!”.

Logika zdarzeń opisana przez Nothomb, jest dla nas niezrozumiała. Zresztą nie tylko dla nas. Powoli, ale stale narasta przecież w społeczeństwie japońskim bunt, a w każdym razie brak powszechnej zgody na taką formę funkcjonowania korporacji. Stąd szokujące jak na tamte warunki zjawisko bezdomności, w jakiejś mierze bezrobocia oraz „laleczek kokeshi”, jak znany fotograf Oliviero Toscani nazwał cichy bunt młodych przeciwko systemowi.
Autorka doskonale wyczuła jak pokazać niezwykłe wręcz różnice międzykulturowe. Nie dość, że doskonale operuje piórem – napisała kilka innych świetnych powieści – to, co jest dla „Z pokorą i uniżeniem” znacznie ważniejsze, urodziła się i wychowała w Japonii. Jest córką belgijskiego dyplomaty i pochodzi z bardzo znanej rodziny – jej prapradziadek współtworzył belgijską konstytucję.

Bez dodatkowych informacji wpadniemy w pułapkę zastawioną przez autorkę. Albo poniosą nas emocje i najpierw zbluzgamy pod nosem kierownictwo firmy i personel, a potem nawymyślamy autorce od najgorszych idiotek, albo, nie chcąc ulegać stereotypom, będziemy w nieskończoność poszukiwać granicy, która została już przekroczona. Nie znajdziemy jej jednak – musimy posiłkować się dodatkowymi tekstami. W każdym razie ja musiałem. Jednym z ciekawszych, na jakie natrafiłem jest komentarz do książki opublikowany na Forum Polonijnym „Gorzka prawda o Japonii”. Autorka tego tekstu potwierdza dziwne zachowanie panujące w japońskich firmach. Krótko opisuje także swoje podobne przeżycia.

Znacznie obszerniejszym i wnikliwym tekstem, do którego warto zajrzeć będąc na fali emocji, jest klasyczna już książka Ruth Benedict „Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej”. Pokazuje w niej przede wszystkim obyczaje i przyzwyczajenia Japończyków. Stara się odpowiedzieć na pytania dotyczące mieszkańców wysp, jakie stawiają Europejczycy i Amerykanie. Mimo, że książka została napisana w latach 40., to nadal jest aktualna i pozwala nieco rozszyfrować opowiadanie Amélie Nothomb.

Ostatnie wydanie polskie:
MUZA, Warszawa 2002
Przekład:
Barbara Grzegorzewska

MUZA zapowiedziała druk wydania 4. tej  książki (wrzesień 2005 r).

 

wtorek, 02 sierpnia 2005
Wiążąc koniec z końcem

Sceny z życia

Paul Auster spuszcza powietrze z pisarskiego balonu. Swoją niewielką książką „Wiążąc koniec z końcem” świetnie wpisuje się w wątek literatury, opowiadający o wyborze pomiędzy pisarskim powołaniem, a zarabianiem pieniędzy.

Tematykę braku pieniędzy w swoim własnym życiu poruszało już wielu znanych autorów powieści, wystarczy wspomnieć chodzącego wiecznie bez grosza przy duszy Henrego Millera. Auster opisuje swoje finansowe przygody, bo tak trzeba nazwać nietypową, wieczną walkę o parę dolarów, w sposób zabawny, choć jasne jest dla czytelnika, że przywołane w książce chwile są dla autora nie tylko przykre, ale wręcz zaczynają zabijać jego intelekt. Brak gotówki nie tylko przeszkadza w normalnym życiu, ale przede wszystkim całkowicie zajmuje umysł. Nie sposób jest się skupić nad jakąkolwiek poważniejszą pracą, bo co chwila powracają nieznośne myśli o nieopłaconych rachunkach i w końcu o braku jedzenia. Auster częściowo sam jest winien swojej kondycji finansowej, odrzucając, bądź w krótkim czasie rezygnując z tu i ówdzie zdobywanych etatów. Męczarnie, jakich doznaje pracując w biurze od godziny do godziny, są dla niego nie do zniesienia, gorsze być może niż brak pieniędzy w portfelu.

Ten nieustający brak sensownych środków do życia, popycha Austera do desperackich działań. Zaciąga się na statek, by m.in. czyścić ubikacje i ścielić łóżka innym marynarzom, opracowuje grę karcianą, którą za wszelką cenę próbuje sprzedać jakiejkolwiek firmie związanej z biznesem gier dla dzieci. Zgadza się pomagać żonie bogatego przedsiębiorcy w napisaniu książki, co, ze względu na osobowość owej damy, od początku skazane jest na porażkę. W końcu zajmuje się także tłumaczeniem książek, co z kolei okazuje się pracą na akord.

Większe i mniejsze kłopoty finansowe przytrafiają się niemal wszystkim. Pisarzy postrzegamy jednak jako ludzi, jeśli nie bogatych, to z pewnością zamożnych. Prawda jest oczywiście inna. Dużymi pieniędzmi dysponują autorzy bestsellerów (pewnie Auster w tej chwili), których w porównaniu z liczbą wszystkich pisarzy jest ledwie garstka. Większość pisarzy, którym udaje się od czasu do czasu coś wydrukować zarabia niewiele. Dla przykładu: w Polsce za wydanie swojej pierwszej książki nie kupimy nawet skromnego mieszkanka. W zasadzie nie ma też mowy o rzuceniu stałej posady. Dopiero po opublikowaniu dwóch może trzech książek warunki finansowe zaczynają się realnie poprawiać, choć nie na tyle, by myśleć o kupieniu domu na Sardynii.

Wydanie polskie:
Noir sur Blanc, 2001
Tłumaczenie książki: Krzysztof Obłucki



Skojarzenia w Sieci:

Auster po polsku
Nieoficjalna strona autora (ang.)
Rozmowa z pisarzem z 1987 r. (ang.)
Wywiad dla BBC – 2004 r. (ang.)


Cytaty:

”W ciągu kilku lat, kiedy zamykałem drugą dekadę życia i wkraczałem w trzecią, wszystko, czego się tknąłem, prowadziło do klęski. Małżeństwo skończyło się rozwodem, jako pisarz byłem do niczego, przytłaczały mnie problemy finansowe. Nie mam tu na myśli przejściowych kłopotów z gotówką (...) – chodzi mi o stały, dręczący, popychający na skraj przepaści brak funduszy, który utrzymywał mnie w stanie nieustającej paniki.”

”Nie wiem dlaczego, ale Kosiński zachowywał się tak, jakby strasznie chciał zrobić na mnie wrażenie, i przyznaję, że mu się udało. Nie miałem innego wyjścia, jak tylko ulec aurze tego napiętego jak struna, dziwnego i szalonego w zachowaniu człowieka.”

foto: www.freefoto.com