o literaturze współczesnej XX i XXI wieku
tybetwatch


Subskrypcja
blog.literacki
(nowe teksty)

Twój email

dodaj usuń


----------------
Zaprenumeruj poprzez:


Add to Technorati Favorites

Add to Google

Add to My Yahoo!





piątek, 31 sierpnia 2007
Księgarnie świata (cz. 1 - Chiny)

Chiny stare i nowe

Coraz więcej klientów ściągają do siebie wielkie sieci księgarskie. Muszą pokazać coś więcej niż prostą przestrzeń z półkami pełnymi książek. W Polsce zrozumiał to nawet Empik i rozpoczął modernizację niektórych swoich sklepów. Małe księgarnie nie mogą pozostawać w tyle i, by przyciągnąć klientów, tworzą ciekawie aranżowane przestrzenie, które mają wywołać przyjemny bądź niezwykły klimat. A jak wyglądają księgarnie na świecie? Oto pierwsza notka z nowego cyklu "Księgarnie świata". Rozpoczynam Chinami, bo w czwartek rozpoczęły się najważniejsze w Azji Międzynarodowe Targi Książki w Pekinie i po raz pierwszy Polska bierze w nich udział - skromnie, informacyjnie, ale zawsze.

Oto twarz nowych Chin - Szanghaj.
W Polsce brakuje informacji o zmianach, jakie zachodzą w Chinach. A zmienia się gospodarka, polityka, kultura. Smaku tego nowego można doświadczyć czytając "Szanghańską kochankę".







Zdjęcie: pmorgan / wszystke zdjęcia pochodzą z serwisu Flickr i mają licencję CC.


Nowe nie wyparło jeszcze na dobre starego. Niektórzy Polacy wyjeżdżając na wycieczki do Chin skarżą się jednak, że widzieli tylko wieżowce, a nastawiali się na smoki :).  
Zdjęcie: gfℓαι


Nowa księgarnia w Pekinie. Wielkie sieci to jednak przyszłość rynku księgarskiego.
 
Zdjęcie: Helga's Lobster Stew


Spora księgarnia słynnego Uniwersytetu Fudan.
 
Zdjęcie: ExcaliburZ


Księgarnia językowa w Pekinie. Dział brytyjskiego Pingwina. Wreszcie ktoś wymyślił, jak łatwo dotrzeć do książek z dolnych półek. 
Zdjęcie: Mr Frosted


I, oczywiście, "Dzieła wszystkie". Socjalizm i bzdury wiecznie żywe.

Zdjęcie zrobiono w specjalnej stefie ekonomicznej Shenzen, do której chętnie przenieśliby się wszyscy Chińczycy. Paradoks czy normalność?

 
Zdjęcie: Theodoranian|虎兒


A obok Bob Dylan. Normalość czai się więc tuż za rogiem.
 
Zdjęcie: Helga's Lobster Stew


Młodzi do książek! Rewolucja (anty)Kulturalna jest już passe.
 
Zdjęcie: Ajax the Pirate


Może jednak nie wszystko stracone...?

 

 
Zdjęcie: 天曉得。


A na koniec Hongkong. Czy wizerunek Mao ma już w popkulturze takie znaczenie jak Che?  
Zdjęcie: peterme


sobota, 25 sierpnia 2007
Tajemnice snów

Celtycka dobranocka

Dobranockę dla dorosłych "Angus od snów" wydał całkiem niedawno Znak w swojej rewelacyjnej serii "Mity". Autorem książki jest Alexander McCall Smith znany z wielu wydanych u nas opowieści (m.in. "Kobieca agencja detektywistyczna nr 1", "Męska szkoła maszynopisania >Kalahari<"). Dlaczego napisałem, że to dobranocka? Bo autor wspaniale opowiada kilka krótkich historii ze snem w roli głównej, a jak wiadomo, nic nie usypia lepiej niż opowieści o śnie - tym razem to komplement!



Wydanie polskie:
Znak 2007

Przekład:
Jolanta Kozak

Tytuł polskiego wydania (2007):
Angus od snów

Tytuł oryginału (2006):
Dream Angus.
The Celtic God of Dreams.

Autor:
Alexander McCall Smith






Wydanie polskie:
Santorski &Co 2007

Przekład:
Henryk Smagacz

Tytuł polskiego wydania (2007):
Ścieżki snów

Tytuł oryginału (1988):
The Way of the Dream...

Autor:
Marie-Louise von Franz









Poznajmy więc Angusa. Wspaniałego, celtyckiego boga młodości, piękna i snów. Taki północnoeuropejski Apollo, Eros, nieco zapomniany, a w naszej części kontynentu właściwie nieznany, w każdym razie z imienia. Ale każdy Irlandczyk i Szkot chciałby go zobaczyć, chociaż raz. Nawet największy burak - przepraszam za wyrażenie - nie może pozostać całkowicie obojętny wobec piękna, jakie roztacza wokół siebie Angus. I nie doszukujmy się tu wątków homoseksualnych. Piękno, to piękno, bez względu na płeć, co rozstrzygnęła jakiś czas temu sama Virginia publikując "Orlando". Nasz Angus ma jeszcze jedną wspaniałą cechę - rozsiewa cudowne sny. Sny, które nie są bez znaczenia. Mają do spełnienia ważną misję, opowiadają rzeczy istotne i czasami odpowiadają na kluczowe dla ludzi pytania, choć niekiedy robią to przewrotnie, odkrywając jakieś tajemnice. I to właśnie druga ważna cecha Angusa. Przynosi piękno, ale sieje także zniszczenie. Ponieważ sam w młodości został oszukany, odkrywa innym tajemnicę ich pochodzenia - odkrywa prawdę o ojcach.

"Angus od snów" zwraca naszą uwagę na sen jako ważny element podświadomości. Zresztą jedno z opowiadań odnosi się wprost do teorii o Wewnętrznym Przewodniku czy o Jaźni jak nazywa tę sferę oddziaływań Jung. Nabierając ochoty na interpretowanie tego, co przekazuje nam Angus można zaopatrzyć się w książkę "Ścieżki snów" Marie-Louise von Franz. Ta psychoanalityczka pochodząca ze Szwajcarii, nota bene współpracowniczka Junga, ubiera przekaz senny czy też jego interpretację w szaty naukowe. Chodzi o rozszyfrowanie przekazu, jaki nasze wewnętrzne Ja kieruje do naszej świadomości właśnie za pośrednictwem snów. Sny traktowane jako swoiste listy z wewnątrz nas. I żeby nie było wątpliwości: nie chodzi o jakieś senniki. Te zresztą są w książce niemal potępione. Rzecz jest o wiele bardziej skomplikowana przed wszystkim ze względu na indywidualne doświadczenie. Mówienie, że skoro przyśnił ci się kamień, to znaczy, że w rodzinie będzie śmierć jest po prostu głupie, choćby z tego powodu, że znaczenie kamienia dla każdego z nas jest inne. Interpretacja musi więc być indywidualna i rozsądna - nie chodzi tu o wymyślanie wróżb.



Zobacz zdjęcia pisarzy na fotoblogu blog.literacki:





poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Miliard w środę, miliard w sobotę...

Włochy na koniec lata


Na koniec wakacji proponuję zerknąć w stronę Włoch. Dzięki uprzejmości moich przyjaciół znalazłem się w posiadaniu niezwykłych książek. Jedna z nich dotyczy włoskiej polityki, a raczej gigantycznej hucpy budżetowej, jaką Włochom fundują ich politycy i urzędnicy wszelkiego szczebla.

Zdjęcie z fotobloga libenter.


Dwaj włoscy dziennikarze gazety "Corriere della Sera" Sergio Rizzo i Gian Antonio Stella korzystając z ogólnie dostępnych danych, napisali książkę z informacjami, jak państwo włoskie, za pośrednictwem prezydenta, ministrów, deputowanych, senatorów i przedstawicieli pomniejszych szczebli władzy okrada własnych obywateli. No, nie powiem, informacje robią wrażenie - są wręcz porażające! Żeby nie być gołosłownym, oto kilka prostych faktów. Wydatki Elżbiety II - ostatecznie monarchini całej Wspólnoty Narodów - wyniosły w 2006 roku 57 mln euro. W tym samym czasie Prezydent Republiki Włoskiej (od maja 2006 r. Giorgio Napolitano) wydał 217 mln euro! A trzeba w tym miejscu dodać, że włoski prezydent ma czysto reprezentacyjne znaczenie. Droga ta reprezentacja i zresztą drożeje z roku na rok: w 1992 roku utrzymanie prezydenta kosztowało Włochów "tylko" 107 mln euro (w cenach bieżących). Dwukrotny wzrost! W tym samym czasie Elżbieta II po prostu zaczęła ostro oszczędzać - w 1992 roku wydawała 132 mln. A więc mamy dwukrotny spadek.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na liczbę zatrudnionych przez oba stolce pracowników (nie licząc wojskowych). Elżbieta II w swoim ogromnym Buckingham Palace jakoś sobie radzi z 433 pracownikami. Włoski prezydent potrzebuje za to ponad 1000 osób personelu. Nie wiadomo jednak, gdzie ci pracownicy przebywają na co dzień, bo chyba nie w tym niewielkim Kwirynale?

Kolejnym zabawnym wpisem po stronie "winien" są wydatki niższej izby parlamentu Camera dei Deputati. 20 lat temu posłom wystarczało 500 mln dzisiejszych euro. W tym roku członkowie tej izby chcą wydać cały miliard! Ciekawe czy próbują w ten sposób wpisać się do Księgi Rekordów Guinnessa? Zabawną pozycją w budżecie tej izby są kwoty wydatkowane na sprzątanie. Otóż odkurzanie tych zwietrzałych, zdaje się, pomieszczeń będzie kosztować w tym roku Włochów niemal 8 mln euro.

To tylko czubek czubka góry lodowej włoskich finansów publicznych. Autorzy podają setki przykładów wywalania w błoto niesamowitych sum - poczynając od obłędnych wydatków na parlamentarną restaurację, poprzez największą na świecie liczbę samochodów służbowych (państwowych), a kończąc na machlojkach w regionach, gdzie dotacje dla gmin wysokogórskich otrzymują gminy... nadmorskie.

Cóż, dobrze wiedzieć, że to nie my wytyczamy najwyższe standardy klientyzmu politycznego i korupcji. Chociaż z drugiej strony, zanim ktoś nie opisze polskiej polityki od jej strony finansowej, nie można być tego pewnym.


Wydanie włoskie:
Rizzoli 2007

Tytuł oryginału (2007):
La Casta. Cosi i politici italiani sono diventati intoccabili

Autorzy:
Sergio Rizzo, Gian Antonio Stella