o literaturze współczesnej XX i XXI wieku
tybetwatch


Subskrypcja
blog.literacki
(nowe teksty)

Twój email

dodaj usuń


----------------
Zaprenumeruj poprzez:


Add to Technorati Favorites

Add to Google

Add to My Yahoo!





poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Miliard w środę, miliard w sobotę...

Włochy na koniec lata


Na koniec wakacji proponuję zerknąć w stronę Włoch. Dzięki uprzejmości moich przyjaciół znalazłem się w posiadaniu niezwykłych książek. Jedna z nich dotyczy włoskiej polityki, a raczej gigantycznej hucpy budżetowej, jaką Włochom fundują ich politycy i urzędnicy wszelkiego szczebla.

Zdjęcie z fotobloga libenter.


Dwaj włoscy dziennikarze gazety "Corriere della Sera" Sergio Rizzo i Gian Antonio Stella korzystając z ogólnie dostępnych danych, napisali książkę z informacjami, jak państwo włoskie, za pośrednictwem prezydenta, ministrów, deputowanych, senatorów i przedstawicieli pomniejszych szczebli władzy okrada własnych obywateli. No, nie powiem, informacje robią wrażenie - są wręcz porażające! Żeby nie być gołosłownym, oto kilka prostych faktów. Wydatki Elżbiety II - ostatecznie monarchini całej Wspólnoty Narodów - wyniosły w 2006 roku 57 mln euro. W tym samym czasie Prezydent Republiki Włoskiej (od maja 2006 r. Giorgio Napolitano) wydał 217 mln euro! A trzeba w tym miejscu dodać, że włoski prezydent ma czysto reprezentacyjne znaczenie. Droga ta reprezentacja i zresztą drożeje z roku na rok: w 1992 roku utrzymanie prezydenta kosztowało Włochów "tylko" 107 mln euro (w cenach bieżących). Dwukrotny wzrost! W tym samym czasie Elżbieta II po prostu zaczęła ostro oszczędzać - w 1992 roku wydawała 132 mln. A więc mamy dwukrotny spadek.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na liczbę zatrudnionych przez oba stolce pracowników (nie licząc wojskowych). Elżbieta II w swoim ogromnym Buckingham Palace jakoś sobie radzi z 433 pracownikami. Włoski prezydent potrzebuje za to ponad 1000 osób personelu. Nie wiadomo jednak, gdzie ci pracownicy przebywają na co dzień, bo chyba nie w tym niewielkim Kwirynale?

Kolejnym zabawnym wpisem po stronie "winien" są wydatki niższej izby parlamentu Camera dei Deputati. 20 lat temu posłom wystarczało 500 mln dzisiejszych euro. W tym roku członkowie tej izby chcą wydać cały miliard! Ciekawe czy próbują w ten sposób wpisać się do Księgi Rekordów Guinnessa? Zabawną pozycją w budżecie tej izby są kwoty wydatkowane na sprzątanie. Otóż odkurzanie tych zwietrzałych, zdaje się, pomieszczeń będzie kosztować w tym roku Włochów niemal 8 mln euro.

To tylko czubek czubka góry lodowej włoskich finansów publicznych. Autorzy podają setki przykładów wywalania w błoto niesamowitych sum - poczynając od obłędnych wydatków na parlamentarną restaurację, poprzez największą na świecie liczbę samochodów służbowych (państwowych), a kończąc na machlojkach w regionach, gdzie dotacje dla gmin wysokogórskich otrzymują gminy... nadmorskie.

Cóż, dobrze wiedzieć, że to nie my wytyczamy najwyższe standardy klientyzmu politycznego i korupcji. Chociaż z drugiej strony, zanim ktoś nie opisze polskiej polityki od jej strony finansowej, nie można być tego pewnym.


Wydanie włoskie:
Rizzoli 2007

Tytuł oryginału (2007):
La Casta. Cosi i politici italiani sono diventati intoccabili

Autorzy:
Sergio Rizzo, Gian Antonio Stella


  



sobota, 28 lipca 2007
Europejczyk, to brzmi dumnie

Lepsi i gorsi?

My, Europejczycy i oni, czyli pozostali. To zdanie bezustannie przebiega mi po głowie w trakcie czytania esejów Andruchowycza zebranych przez wydawnictwo "Czarne".


Russia-Ukraine Border, originally uploaded by SusanAstray.


Okładka polskiego wydania (2007 r.)



Jurij Andruchowycz,
author: Elke Wetzig,

zdjęcie z zasobów Wikipedii









W tomie "Diabeł tkwi w serze" ten ukraiński pisarz we wszystkich tekstach porównuje Europę (a raczej Unię Europejską) do Ukrainy i Rosji. Ten trójkąt, a może raczej dwie strefy: zachodnia i rosyjska z Ukrainą pośrodku, jest nośnikiem dziwactw, różnic, niebytów i przede wszystkim stereotypów i fantazji. Pomimo całej wielkiej humanistyki i ciekawości Europy, jej mieszkańcy nie są wcale zainteresowani swoimi wschodnimi sąsiadami. Na dobrą sprawę nie wiedzą o nich nic. Wschodni sąsiedzi Unii, też nie mają zbyt wiele do powiedzenia o Zachodzie, poza oczywiście głupstwami wynikającymi z przefiltrowania najróżniejszych stereotypów.

Andruchowycz pisze (wspominając swoje pierwsze europejskie reminiscencje) o Zachodzie tak, jak my myśleliśmy o Unii jeszcze wcale nie tak dawno temu. Wspaniała kraina miodem i mlekiem płynąca, no może z pewnymi skazami, ale bez porównania wspanialsza, piękniejsza, bardziej kolorowa niż nasza. Ten naiwny obraz zamożnych społeczeństw Europy jest niemożliwy do wyplenienia, zupełnie jak choroba dzieciństwa. Można to tłumaczyć brakiem informacji, wiedzy i nadmiarem bzdur, jakie opowiadają ludzie, którzy co prawda byli w tej pięknej krainie, ale języka specjalnie nie znają i oglądali te kraje z zadziwiająco płytkiej perspektywy.

To oczywiście tylko jeden z wielu wątków rozważań europejskich Andruchowycza. Przygląda się on także znaczeniu "Granicy", jako absurdalnej linii rozdzielania ludzi, oddzielania się bogatych od biednych i wreszcie odseparowywania od siebie kultur. Granicę postrzega zresztą znacznie szerzej, nie chodzi mu tylko o tę, dajmy na to, fizycznie obecną na przejściu w Dorohusku. Granica jako przyzwyczajenie jest znacznie gorsza - wskazuje na brak świadomości, że te linie podziału są w dzisiejszych czasach czymś abstrakcyjnym, czego jednak nie możemy się pozbyć, bo myślimy o nich w kategoriach status quo, jakiegoś absolutu. Granica wprowadza też kategoryzację ludzi - czy tego chcemy czy nie - na obywateli z lepszymi i gorszymi paszportami. I pytanie o lepszą i gorszą cywilizację gotowe.

W tej niewielkiej książeczce wątków "z poGranicza" jest zresztą znacznie więcej. Pisarz zastanawia się jako to możliwe, że zawsze rozpozna na Zachodzie współziomka, o co chodzi z tą zazdrością Rosjan wobec Ukrainy o Polskę, dlaczego wykształconym ludziom Zachodu wydaje się, że język ukraiński powstał nagle w 1991 roku, itd. I chyba na pocieszenie zwraca uwagę, że Europa jako jedyny z kontynentów nie poznał jeszcze swych wszystkich granic.

Wydanie polskie:
Czarne 2007

Przekład:
Katarzyna Kotyńska, Ola Hnatiuk, Renata Rusnak

Tytuł polskiego wydania (2007):
Diabeł tkwi w serze

Tytuł oryginału (2006):
Dyjawoł chowejet'sia w syri

Zdjęcia pisarzy w serwisie Flickr.



poniedziałek, 16 lipca 2007
Okno na samotność

Walcz kobieto, walcz!


Widzieliście film Hitchcocka "Okno na podwórze"? Jest także znany remake tego filmu z niepełnosprawnym już Christopherem Reevem. U Hitchcocka przez 7 minut występuje Miss Lonely Hearts. Ortiz postanowił napisać o niej książkę - wyszło fantastycznie.


Trailer filmu Hitchcocka.
Przez chwilę widać Pannę Samotne Serce (fragment od 50 sekundy)



Panna Samotne Serce, którą ze swojego okna obserwuje bohater filmu Hitchcocka jest rzeczywiście chodzącym samotnym sercem. Narrator w książce Ortiza również śledzi kobietę, a nawet więcej, towarzyszy jej także poza mieszkaniem. Ta pozornie nudna obserwacja jest wyrafinowanym studium samotności w wielkim mieście, gdzie wydawałoby się życie biegnie w ogromnym tempie i wśród nieprzebranych tłumów przyjaciół, znajomych, interesantów. Wszystkie te spotkania, rozmowy, nawet na tematy biznesowe, mają i tak jeden najważniejszy cel - wyłowienie tego wyobrażonego wcześniej partnera. Zdaje się także, szczególnie samotnym, że cel ten osiągają niemal wszyscy, że oczywiste jest spotkanie bratniej duszy. Tylko samotni jakoś nie mogą tego celu osiągnąć. Dlaczego? Kto zna odpowiedź ten wygrał jak na loterii.

Ta niewielka powieść jest jak lustro z przeszłości. Większość z nas ma pewnie choć jeden taki epizod w swoim życiu. Samotność lub choćby jej tymczasowa groźba jest niemożliwie rujnująca. Destabilizuje życie codzienne, wynaturza uczucia wreszcie prowokuje albo do odsłaniania słabych stron, albo do dziwacznych zachowań, które w innych okolicznościach uznalibyśmy za wulgarne lub głupie.

Ciekawe jest spoglądanie na osobę samotną i analizowanie jej zachowań w kontekście naszych doświadczeń. Pannę Samotne Serce możemy prześwietlać do woli, bo to tylko postać literacka, ale tekst jest tak dobry, że spokojnie możemy dokonywać rozbioru jej osobowości, przyzwyczajeń. Dzięki temu można wyciągać wnioski dla siebie, o co - jak sądzę - tak naprawdę chodziło autorowi.

PS. Akcja książki (podobnie jak filmu?) toczy się pod adresem: 125 E 9th St, Nowy Jork. Kliknij tu, by zobaczyć ten kwartał ulic.


Wydanie polskie:
MUZA 2007

Przekład:
Grażyna Majcher

Tytuł polskiego wydania (2007):
Panna Samotne Serce

Tytuł oryginału (2005):
Mademoiselle Coeur Solitaire

Autor:
Sébastien Ortiz


  


Znalezione w Internecie:


Polski wydawca (pl.)
Francuski wydawca (fr.)
Pierwsza książka Ortiza (fr.)
Miejsce akcji na mapie NY

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23